Tramwaj numer 28 wspina się po stromej uliczce Alfamy, ociera się niemal o ściany kamienic, a z okna widać kobietę rozwieszającą pranie między balkonami. Kilkaset kilometrów dalej, na południu, ocean rozbija się o pomarańczowe klify Algarve. Portugalia mieści się między tymi dwoma obrazami i za pierwszym razem trudno uwierzyć, ile da się tu zobaczyć w jednym wyjeździe.
To kraj, który nie próbuje olśnić na siłę. Urok wychodzi powoli, w drobiazgach: w zapachu grillowanej sardynki na ulicy, w dźwięku fado dobiegającym z małej knajpki, w kafelkach azulejos pokrywających całe fasady. Poniżej prowadzę Cię przez cztery regiony, które składają się na dobry pierwszy wyjazd, i dorzucam garść praktycznych rzeczy, o których łatwo zapomnieć przed startem. A jeśli po Portugalii złapiesz bakcyla europejskich miast, na kolejny wyjazd warto rozważyć najpiękniejsze miasta Włoch.
Lizbona — miasto siedmiu wzgórz
Stolica leży na wzgórzach nad rzeką Tag i to od razu czuć w nogach. Zwiedzanie polega tu w dużej mierze na wchodzeniu pod górę i schodzeniu w dół, więc wygodne buty to nie kaprys, tylko konieczność.
Zacznij od Alfamy, najstarszej dzielnicy miasta. To plątanina wąskich, krętych uliczek, które przetrwały wielkie trzęsienie ziemi z 1755 roku. Nie ma tu sensu planować trasy co do minuty. Lepiej się zgubić, wejść przypadkiem na taras widokowy, usiąść przy stoliku i posłuchać, jak wieczorem z okien sączy się fado — melancholijna portugalska pieśń, która potrafi rozłożyć na łopatki nawet kogoś, kto nie rozumie ani słowa.
Przez Alfamę przejeżdża legendarny tramwaj 28. Uruchomiono go w 1914 roku, a jego żółte, drewniane wagony stały się symbolem Lizbony. Trasa prowadzi przez Graçę, Baixę i inne malownicze zakątki. Rano bywa oblegany przez turystów, więc jeśli zależy Ci na miejscu przy oknie, wsiądź na pętli albo spróbuj wcześnie, zanim miasto się rozkręci.
Drugi obowiązkowy punkt to Belém, dzielnica nad samą wodą, z której portugalscy żeglarze wypływali w wielkie odkrycia. Stoją tu dwa zabytki wpisane na listę UNESCO. Wieża Belém, zbudowana w XVI wieku jako nadbrzeżna forteca, to prawdziwy popis stylu manuelińskiego — portugalskiej odmiany późnego gotyku, w której kamień oplatają liny, węzły i motywy morskie. Kilka kroków dalej stoi klasztor Hieronimitów, ufundowany przez króla Manuela I w podzięce za odkrycie drogi morskiej do Indii przez Vasco da Gamę. Jego krużganki należą do najpiękniejszych rzeczy, jakie zobaczysz w tej podróży.
I jest jeszcze jeden powód, żeby przyjechać do Belém. To tutaj powstają pastéis de nata — kruche babeczki z kremem budyniowym, przypalone na wierzchu, podawane ciepłe, oprószone cynamonem. Recepturę wymyślili mnisi, a dziś jada się je w całym kraju. W Belém, w słynnej cukierni działającej od XIX wieku, sprzedają je pod nazwą pastéis de Belém i kolejka bywa spora. Warto ją odstać.
Porto — wino, rzeka i most Eiffla
Porto jest surowsze od Lizbony, bardziej robotnicze, spięte mostami nad rzeką Douro. Ma w sobie coś szczerego. Sercem miasta jest dzielnica Ribeira — kłębowisko kolorowych kamienic schodzących tarasami do nabrzeża, wpisane na listę UNESCO. Wieczorem siada się tu przy stoliku nad wodą, zamawia coś do picia i patrzy, jak zapala się drugi brzeg.
Nad rzeką rozpięty jest most Dom Luís I, dwupoziomowa żelazna konstrukcja z końca XIX wieku. Projektował ją uczeń Gustave’a Eiffla i widać to od pierwszego spojrzenia. Górnym poziomem przejdziesz pieszo na drugi brzeg, do Vila Nova de Gaia, i to jest jeden z lepszych spacerów w całej Portugalii — z góry rozkłada się panorama całego miasta.
Wino porto nie powstaje w Porto. Dojrzewa po drugiej stronie rzeki, w piwnicach Vila Nova de Gaia, a winogrona rosną w dolinie Douro, kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu.
Właśnie w Gai mieszczą się piwnice znanych producentów, gdzie można wejść na zwiedzanie z degustacją. To słodkie, wzmacniane wino, które pije się zwykle po posiłku. Jeśli masz więcej czasu, dolina Douro leży jakieś półtorej godziny na wschód — pociągiem można dojechać wzdłuż rzeki do Pinhão, a tarasowe winnice wspinające się po zboczach robią ogromne wrażenie.
Sintra — bajka pod Lizboną
Godzinę pociągiem od Lizbony, w zalesionych górach, leży Sintra. Portugalscy królowie chowali się tu przed upałem, a arystokracja stawiała fantazyjne rezydencje. Efekt wygląda dziś jak scenografia do baśni.
Na szczycie wzgórza stoi pałac Pena — rozświetlony żółcią i czerwienią zamek z XIX wieku, mieszanka stylów, wież i tarasów, którą trudno pomylić z czymkolwiek innym. W pogodny dzień widać go z daleka, jak wyrasta ponad koronami drzew.
Drugie miejsce, którego nie odpuszczaj, to Quinta da Regaleira — posiadłość pełna symboli, ogrodów, grot i ukrytych przejść. Jej najsłynniejszy element to Studnia Inicjacyjna: odwrócona spiralna wieża schodząca dziewięcioma piętrami w głąb ziemi, na dnie połączona tunelami z grotami. Schodzi się nią w dół jak do środka jakiejś tajemnicy. Sintrę da się zwiedzić w jeden dzień, ale jest tu ciasno i bywa tłocznie, więc zarezerwuj bilety wcześniej i ruszaj z samego rana.
Algarve — klify i ocean na południu
Najdalej na południu ciągnie się Algarve, region plaż i wapiennych klifów w kilkudziesięciu odcieniach pomarańczu. To tutaj Portugalczycy i przyjezdni jadą po słońce. Woda w Atlantyku bywa chłodna nawet latem, ale krajobraz nadrabia z nawiązką.
Dobrą bazą jest Lagos — miasteczko z zachowanymi murami, przyjemną starówką i portem. Stąd blisko do Ponta da Piedade, cypla, gdzie klify tworzą łuki, groty i skalne wieże wyrastające prosto z morza. Można przejść górą szlakiem po krawędzi albo wypłynąć małą łódką i wpłynąć do jaskiń od strony wody. Najsłynniejsza z nich, grota Benagil, ma naturalny otwór w sklepieniu, przez który wpada słońce — to jeden z najczęściej fotografowanych widoków w Portugalii.
Praktyczne rzeczy przed wyjazdem
Zanim spakujesz walizkę, kilka spraw ułatwi Ci życie na miejscu. Portugalia jest bezpieczna i przyjazna, ale drobne przygotowanie robi różnicę. Jeśli lecisz tanią linią tylko z podręcznym plecakiem, warto wcześniej przemyśleć, jak podejść do pakowania bagażu podręcznego.
- Waluta i płatności. Obowiązuje euro. Kartą zapłacisz niemal wszędzie, ale drobną gotówkę warto mieć na małe kawiarnie i targi.
- Język. Urzędowy to portugalski. W turystycznych miejscach bez problemu dogadasz się po angielsku, a każde „obrigado” (dziękuję) zostanie mile przyjęte.
- Transport między miastami. Lizbonę z Porto łączą wygodne, szybkie pociągi. Bilety kupione wcześniej bywają wyraźnie tańsze. Po samych miastach poruszasz się metrem, tramwajami i pieszo.
- Pora roku. Wiosna i wczesna jesień to złoty środek — ciepło, ale bez upału i największych tłumów. Lipiec i sierpień są gorące, zwłaszcza na południu, a Algarve pęka wtedy w szwach.
Jeśli planujesz jeździć między regionami, dobrze sprawdza się połączenie pociągu z krótkim wynajmem auta na Algarve, gdzie transport publiczny bywa rzadszy. W miastach samochód jest raczej kłopotem — wąskie uliczki i problem z parkowaniem szybko odbierają radość z jazdy. Portugalia to zresztą świetny punkt startowy, jeśli interesują Cię tanie podróże po Europie.
Najczęstsze pytania
Ile dni potrzeba na pierwszy wyjazd do Portugalii?
Na sam rdzeń — Lizbona, Sintra, Porto — spokojnie wystarczy tydzień. Jeśli chcesz dorzucić Algarve i trochę odpocząć nad oceanem, zaplanuj dziesięć dni albo dwa tygodnie, żeby nie spędzić połowy urlopu w pociągach.
Czy Portugalia jest droga?
W porównaniu z zachodnią Europą wypada raczej korzystnie. Jedzenie w lokalnych knajpkach, transport publiczny i wiele atrakcji nie rujnują budżetu. Najwięcej zapłacisz w szczycie sezonu i w najbardziej obleganych miejscach na Algarve.
Kiedy najlepiej jechać?
Od kwietnia do czerwca oraz we wrześniu i październiku. Pogoda dopisuje, a miasta nie są jeszcze zatłoczone. Jeśli zależy Ci głównie na plażowaniu, celuj w lato, ale licz się z upałem i tłumami.
Co koniecznie zjeść?
Pastéis de nata, grillowane sardynki, bacalhau (dorsz w setkach odsłon) i owoce morza. W Porto spróbuj kanapki francesinha — solidnej, obłożonej mięsem i zalanej gorącym sosem. Do tego lampka wina porto na koniec dnia.