Wychodzisz z domu i mróz szczypie w policzki. Wracasz, a z kaloryferów bije ciepłe, wysuszone powietrze. Skóra tkwi między tymi dwoma światami przez cały dzień, kilka razy w tygodniu, przez długie miesiące. Nic dziwnego, że zimą reaguje ściąganiem, łuszczeniem i tym uczuciem, jakby była o numer za mała.
Latem rzadko o tym myślimy. Zimą pielęgnacja, która działała przez pół roku, nagle przestaje wystarczać. Powodów jest kilka i warto je rozłożyć na części, bo dopiero wtedy widać, gdzie naprawdę tracimy nawilżenie.
Dlaczego zimą skóra się przesusza
Kluczowa jest tu warstwa rogowa naskórka i jej płaszcz lipidowy, czyli cienka bariera z tłuszczów, która zatrzymuje wodę w skórze. Zimą ta bariera dostaje po kolei z kilku stron.
Mroźne powietrze zawiera mało pary wodnej. Im niższa temperatura, tym mniej wilgoci fizycznie może się w nim znaleźć, więc otoczenie dosłownie wyciąga wodę ze skóry. Do tego dochodzi wiatr, który zdziera cienką warstwę ochronną i przyspiesza odparowywanie. Twarz i dłonie obrywają najmocniej, bo są odsłonięte.
W środku nie jest lepiej. Ogrzewanie, zwłaszcza mocno rozkręcone, obniża wilgotność powietrza w mieszkaniu nieraz poniżej trzydziestu procent. Suche powietrze działa tak samo jak mróz na zewnątrz, tylko przez całą noc, kiedy śpimy przy grzejniku. A na koniec dnia wielu z nas wchodzi do gorącej kąpieli albo długiego prysznica. Gorąca woda rozpuszcza naturalne tłuszcze skóry i zostawia ją napiętą. To przyjemne w danej chwili, ale bariera po takiej kąpieli jest osłabiona.
Pielęgnacja twarzy w chłodne miesiące
Twarz to strefa, którą widać i której nie schowamy pod rękawiczką. Pierwsza zmiana dotyczy mycia. Silnie pieniące żele i mydła o wysokim pH potrafią latem uchodzić na sucho, zimą często przesuszają. Łagodniejsza emulsja albo delikatny żel bez agresywnych detergentów robi różnicę już po kilku dniach.
Krem warto zmienić na bogatszy. Lekki fluid, który sprawdzał się w upale, zimą może nie domykać bariery. Gęstsze formuły z substancjami wiążącymi wodę, takimi jak gliceryna czy kwas hialuronowy, oraz ze składnikami natłuszczającymi, które ją zatrzymują, radzą sobie lepiej. Jest tu jednak haczyk: samo nawilżanie humektantami przy bardzo suchym powietrzu potrafi zadziałać odwrotnie i wyciągać wodę z głębszych warstw, dlatego na wierzch przydaje się coś okluzyjnego, co zamknie całość.
Przed wyjściem na wiatr dobrze dać skórze warstwę ochronną i odczekać, aż się wchłonie, zamiast wybiegać z mokrą twarzą. I rzecz, o której zimą łatwo zapomnieć: filtr przeciwsłoneczny. Promieniowanie UVA dociera do skóry przez chmury i przez cały rok, a śnieg odbija światło i potrafi je wzmocnić. W górach, na stoku, ekspozycja bywa większa niż się wydaje. Gdy domowa pielęgnacja to za mało, głębokie nawilżenie wspierają też gabinetowe zabiegi mezoterapii.
Dłonie i usta obrywają najmocniej
Skóra na dłoniach ma mało gruczołów łojowych, więc słabo się natłuszcza sama. Zimą dochodzi do tego częstsze mycie rąk, kontakt z zimnem i wiatrem oraz suche powietrze w pomieszczeniach. Efektem bywają szorstkie, spierzchnięte, czasem pękające dłonie. Krem do rąk aplikowany po każdym myciu i koniecznie na noc, najlepiej pod bawełniane rękawiczki, potrafi je odbudować w kilka dni. Na mrozie warto nosić rękawiczki, zanim skóra zdąży się rozdrażnić.
Usta nie mają warstwy rogowej w takiej postaci jak reszta twarzy i praktycznie nie produkują sebum, dlatego wysychają błyskawicznie. Oblizywanie, które odruchowo stosujemy, pogarsza sprawę, bo ślina odparowuje i zabiera resztki wilgoci. Prosty balsam z woskami albo masłami roślinnymi, nakładany regularnie, chroni je znacznie skuteczniej.
Ciało i codzienne kąpiele
Tu zmiana jest właściwie behawioralna. Krótszy prysznic w letniej, nie gorącej wodzie oszczędza barierę lipidową. Zamiast wysuszających mydeł lepiej sięgnąć po łagodne emolienty myjące, które czyszczą i jednocześnie natłuszczają.
Najważniejszy jest jednak moment po wyjściu z wody. Skórę warto tylko osuszyć ręcznikiem, nie wycierać do sucha, i w ciągu kilku minut, póki jest jeszcze lekko wilgotna, nałożyć balsam albo masło do ciała. Wtedy natłuszczenie zamyka wodę, która została w naskórku. Odłożenie tego na później, gdy skóra zdąży wyschnąć, działa dużo słabiej.
Wilgotność powietrza w domu
Skoro spora część problemu bierze się z suchego, ogrzewanego powietrza, warto zająć się nim u źródła. Komfortowa wilgotność w mieszkaniu mieści się mniej więcej w przedziale od czterdziestu do sześćdziesięciu procent. Zimą przy pełnym grzaniu potrafi spaść znacznie niżej.
Pomaga nawilżacz powietrza, zwłaszcza w sypialni, gdzie spędzamy kilka godzin bez ruchu. Tańsze sposoby też mają sens: naczynia z wodą przy grzejnikach, suszenie prania w pokoju, rośliny doniczkowe, regularne krótkie wietrzenie. Higrometr za kilkanaście złotych pokazuje, czy w ogóle jest o co walczyć, bo bez pomiaru łatwo działać na oślep. Suche powietrze obciąża zresztą nie tylko skórę, lecz także włosy, dlatego zimą przydaje się też staranna pielęgnacja włosów.
Nawodnienie i dieta
Skóra nawilżana wyłącznie od zewnątrz to połowa historii. Odpowiednia ilość wody w ciągu dnia wspiera cały organizm, a zimą pijemy jej często mniej niż latem, bo nie czujemy pragnienia tak wyraźnie. Ciepłe napoje, herbaty ziołowe, zupy liczą się tak samo.
Dla bariery lipidowej znaczenie mają też tłuszcze w diecie, zwłaszcza nienasycone kwasy tłuszczowe obecne w rybach morskich, orzechach, oliwie czy siemieniu lnianym. To one w dużej mierze budują naturalną warstwę ochronną skóry. Do tego witaminy, między innymi A, C i E, które wspierają jej kondycję. Witamina C uczestniczy też w produkcji kolagenu, o którym więcej w tekście o tym, jak działa kolagen dla skóry. Żaden krem nie zastąpi tego, co dostarczamy od środka, i odwrotnie. To działa razem.
Proste nawyki na zimę
Jeśli miałbyś zapamiętać tylko kilka rzeczy z tego wszystkiego, to warto zebrać je w jedną listę. Poniższe drobiazgi kosztują najmniej, a zwykle dają najwięcej.
- Myj twarz i ciało letnią wodą, skróć długie, gorące kąpiele.
- Balsam na ciało nakładaj w ciągu kilku minut po kąpieli, na lekko wilgotną skórę.
- Krem do rąk stosuj po każdym myciu i zawsze na noc.
- Noś rękawiczki, czapkę i chroń usta balsamem, zanim skóra się rozdrażni.
- Zadbaj o wilgotność powietrza w mieszkaniu, szczególnie w sypialni.
- Nie odpuszczaj filtra SPF w słoneczne dni i na stoku.
Najczęstsze pytania
Czy zimą naprawdę potrzebny jest krem z filtrem?
W pochmurne dni w mieście ekspozycja jest niewielka, ale promieniowanie UVA dociera przez chmury cały rok. Przy dłuższym przebywaniu na słońcu, a zwłaszcza na śniegu w górach, który odbija światło, filtr ma sens. Dla codziennego biegania między domem a pracą to kwestia indywidualna.
Lepszy krem na dzień czy na noc?
Oba pełnią inną rolę. Dzienny częściej chroni przed wiatrem i mrozem, nocny może być bogatszy i skupiać się na regeneracji, bo skóra odbudowuje się głównie podczas snu. Zimą sama zmiana kremu na noc na gęstszy bywa odczuwalna od razu.
Skóra się łuszczy i piecze mimo pielęgnacji, co robić?
Uporczywe łuszczenie, pieczenie, zaczerwienienie czy pękanie skóry, które nie ustępuje po zmianie nawyków, to sygnał, żeby skonsultować się z dermatologiem. Może się za tym kryć na przykład atopia, egzema albo inny stan wymagający konkretnego leczenia. Ten tekst ma charakter ogólny i nie zastępuje porady lekarza.
Czy picie wody wystarczy, żeby skóra nie była sucha?
Nawodnienie od środka pomaga całemu organizmowi, ale samo w sobie nie odbuduje uszkodzonej bariery lipidowej. Najlepsze efekty daje połączenie: picie wody, dieta z dobrymi tłuszczami oraz natłuszczanie skóry od zewnątrz.